Inter Mediolan, pod wodzą Cristiana Chivu, przeżywa znakomity okres, pewnie zmierzając po Scudetto. Zespół znajduje się w wyśmienitej formie, co potwierdzają ostatnie wyniki na krajowym podwórku. W niedzielnym starciu, mającym na celu umocnienie się na pozycji lidera tabeli Serie A, Nerazzurri nie zawiedli, a jedną z wiodących ról odegrał reprezentant Polski, Piotr Zieliński.
Polska magia w Mediolanie
Spotkanie z Cremonese przebiegało pod dyktando faworytów. Już w 16. minucie wynik otworzył Lautaro Martinez, który wykorzystał precyzyjne podanie Federico Dimarco. Mediolańczycy nie zamierzali jednak poprzestać na jednobramkowym prowadzeniu. Prawdziwą ozdobą meczu stało się trafienie Piotra Zielińskiego, który po raz kolejny wybiegł w podstawowej jedenastce drużyny Chivu.
W 31. minucie Luis Henrique przytomnie wycofał futbolówkę przed pole karne do nadbiegającego Polaka. Zieliński nie zastanawiał się ani chwili – uderzył potężnie, nie dając najmniejszych szans Emilowi Audero. Piłka wpadła tuż pod poprzeczkę, pieczętując dominację Interu. Był to gol, który ręce sam składały do oklasków. Komentatorzy nie kryli zachwytu nad techniką naszego pomocnika. Piotr Dumanowski na antenie Eleven Sports emocjonalnie krzyczał o uderzeniu „z kroka, z miejsca”, podkreślając, że Zieliński wszystko zamienia w złoto. Wtórował mu Dominik Guziak, zauważając, że to nie pierwszy taki wyczyn Polaka, który systematycznie śrubuje swoje statystyki w Serie A – w bieżącym sezonie ma już na koncie cztery gole i asystę.
Zwycięska seria i hit z Juventusem
Wygrana z Cremonese to tylko jeden z elementów imponującej układanki Cristiana Chivu. Zespół z Mediolanu notuje serię sześciu zwycięstw z rzędu we wszystkich rozgrywkach. O sile charakteru Nerazzurrich najlepiej świadczy ostatni, niezwykle dramatyczny mecz na szczycie z Juventusem, który Inter wygrał 3:2. To zwycięstwo pozwoliło im jeszcze mocniej zacisnąć uchwyt na fotelu lidera włoskiej ekstraklasy.
Dobra passa w lidze to doskonały prognostyk przed nadchodzącym wyzwaniem w europejskich pucharach. Trzykrotni zdobywcy Ligi Mistrzów i dwukrotni finaliści tych rozgrywek w ostatniej dekadzie są postrzegani jako jeden z głównych faworytów do końcowego triumfu. Teraz jednak czeka ich podróż w zupełnie inne realia klimatyczne.
Wyprawa za koło podbiegunowe
Już w najbliższą środę Inter zmierzy się na wyjeździe z rewelacją rozgrywek – norweskim Bodø/Glimt. Mecz odbędzie się w scenerii arktycznej, na stadionie Aspmyra, gdzie gospodarze potrafią być niezwykle groźni. Choć dla Bodø to debiutancka przygoda w elicie, zdążyli już sprawić ogromne sensacje, pokonując u siebie Manchester City oraz Atlético Madryt. Te historyczne zwycięstwa zapewniły im miejsce w fazie play-off jeszcze przed zakończeniem pierwszej części rozgrywek.
Podopieczni Kjetila Knutsena, którzy nie grali meczu o stawkę od czasu pokonania Atlético, wydają się być dobrze przygotowani fizycznie i mentalnie. W ich szeregach na szczególną uwagę zasługuje Jens Petter Hauge. Były zawodnik lokalnego rywala Interu – AC Milan – nie zrobił wielkiej kariery we Włoszech, ale w barwach Bodø jest gwiazdą Ligi Mistrzów. Groźny będzie również napastnik Kasper Høgh, który po słabszym początku sezonu odnalazł skuteczność w starciach z europejskimi potęgami.
Inter jedzie do Norwegii jako zdecydowany faworyt, chcąc uniknąć losu, jaki spotkał mistrzów Anglii i Hiszpanii. Włosi muszą jednak uważać na zmotywowanych gospodarzy, którzy marzą o kolejnym skalpie wielkiego europejskiego klubu. Dla Bodø/Glimt będzie to pierwsze w historii starcie z Nerazzurrimi, co tylko dodaje smaku temu pojedynkowi.