Ekipa FC Porto ani myśli zwalniać tempa na krajowym podwórku. W ramach dziewiętnastej kolejki portugalskiej ekstraklasy „Smoki” pewnie pokonały przed własną publicznością Gil Vicente FC 3:0. Dla gospodarzy było to już osiemnaste ligowe zwycięstwo w trwającym sezonie. Zespół, którego barwy reprezentuje obecnie aż trzech Polaków, zgromadził na swoim koncie 55 punktów i pewnie przewodzi w tabeli ligowej.
Żelazna obrona Smoków Biało-Czerwoni odegrali w tym spotkaniu niezwykle istotną rolę. Jan Bednarek oraz Jakub Kiwior spędzili na murawie pełne dziewięćdziesiąt minut, walnie przyczyniając się do zachowania czystego konta przez lidera rozgrywek. Ich poniedziałkowy występ nie przeszedł bez echa w lokalnych mediach. Prestiżowy dziennik „A Bola” ocenił obu defensorów na „szóstki” w dziesięciostopniowej skali, nie szczędząc przy tym pochwał, zwłaszcza pod adresem pierwszego z nich. Dziennikarze nazwali Bednarka „prawdziwym murem”, zwracając uwagę na jego absolutną dominację w starciach fizycznych i twardej grze w powietrzu. Chociaż Portugalczycy zauważyli, że naszemu stoperowi brakuje nieco elegancji w stylu Thiago Silvy, stanowczo docenili jego niesamowitą skuteczność i ciągłe zagrożenie stwarzane przy ofensywnych stałych fragmentach gry.
Trudne początki i cenne wsparcie Nieco inaczej wyglądał ten mecz z perspektywy Jakuba Kiwiora. Redaktorzy gazety podkreślili przede wszystkim ogromny wysiłek i wytrwałość polskiego zawodnika. Początkowo miał on wyraźne problemy w pojedynkach jeden na jeden z Murilo, ale nie spuścił głowy i konsekwentnie budował swoją pewność siebie. Zwieńczeniem jego solidnego występu była odważna próba strzału z dystansu w 83. minucie. Z kolei Oskar Pietuszewski zameldował się na placu gry czternaście minut przed końcem regulaminowego czasu, zmieniając legendarnego Pepe. Został oceniony na „piątkę”. Pojawił się na murawie, by wnieść trochę świeżości i poszerzyć pole gry, z czego wywiązał się bez zarzutu, solidnie pracując w defensywie i pomagając w dowiezieniu korzystnego rezultatu.
Szeryf portugalskich boisk Zdecydowanie wyższe noty naszym reprezentantom przyznał serwis zerozero.pt, który opiera swoje zestawienia na rozbudowanych statystykach i zmiennych meczowych. Według tego portalu Bednarek zapracował na świetną ocenę 7,4, lądując w gronie dwóch najlepszych obrońców całego spotkania. Ponownie posypały się komplementy. Polaka określono mianem jednego z szeryfów formacji obronnej, chwaląc go za niespotykany spokój i niemal bezbłędne rozwiązywanie problemów we wszystkich pojedynkach powietrznych. W tym samym rankingu Kiwior otrzymał notę 6,9, natomiast Pietuszewski zakończył zawody z wynikiem 6,6.
Statystyczny obraz rywala Aby lepiej zrozumieć sytuację Gil Vicente, warto rzucić okiem na statystyki z ich innego starcia z portugalskim potentatem, tym razem z lizbońską Benficą. Liczby z tamtego meczu doskonale obrazują, jak trudno gra się z czołówką ligi. „Orły” zdominowały posiadanie piłki na poziomie 54,1 procent do 45,9 procent. Różnicę było widać w szczególności w liczbie wykreowanych sytuacji. Benfica oddała aż siedemnaście strzałów, z czego sześć celnych, podczas gdy rywale próbowali swojego szczęścia zaledwie czterokrotnie, zmuszając bramkarza do interwencji raptem dwa razy. Gil Vicente nie wywalczyło ani jednego rzutu rożnego przy sześciu kornerach dla lizbończyków, a ich golkiper musiał ratować zespół trzykrotnie w porównaniu do zaledwie jednej obrony bramkarza z Lizbony. Obie ekipy obejrzały w tamtym spotkaniu po jednej żółtej kartce.
Gwiazdozbiór Orłów We wspomnianym meczu Benfica wystawiła iście gwiazdorski skład. Dostępu do bramki bronił Odisseas Vlachodimos, a przed nim operowali tacy gracze jak Nicolás Otamendi, António Silva, Alejandro Grimaldo czy Alexander Bah. Za kreowanie gry i atak odpowiadała plejada znakomitych zawodników: Rafa Silva, Chiquinho, Enzo Fernández, Florentino oraz Gonçalo Ramos. Na murawie zaprezentowali się również Petar Musa, João Mário, Diogo Gonçalves i David Neres. Jakby tego było mało, na ławce rezerwowych czekali gotowi do gry Mihailo Ristic, João Victor, John Brooks, Gilberto, Helton Leite oraz Lucas Verissimo. Taki potencjał kadrowy przeciwników tylko potwierdza, że zespoły pokroju Gil Vicente muszą regularnie wspinać się na wyżyny swoich możliwości w starciach z gigantami, do których bez wątpienia należy też napędzane przez Polaków FC Porto.