Breaking News

Zmiany w sztabie i ryzykowny serwis. Czy Iga Świątek popełniła błąd?

Iga Świątek ma za sobą wyjątkowo intensywny, choć pełen potknięć początek sezonu 2026. Grając na kortach w Australii i na Bliskim Wschodzie, wielokrotnie pokazywała fragmenty wyśmienitego tenisa, jednak w decydujących momentach brakowało jej przysłowiowej kropki nad „i”. Zmagania w wielkoszlemowym Australian Open rozpoczęła od mocnego uderzenia, pewnie odprawiając w pierwszych rundach Yue Yuan, Marie Bouzkovą, Annę Kalinską oraz Maddison Inglis. Jej marsz po tytuł zatrzymała dopiero Jelena Rybakina, z którą Polka przegrała w dwóch setach. Kolejne miesiące przyniosły podobną przeplatankę sukcesów i rozczarowań. W lutowym turnieju w Dosze zdołała pokonać Janice Tjen i Darię Kasatkinę, ale ostatecznie uległa Marii Sakkari 1:2. Greczynce zrewanżowała się niedługo potem w Indian Wells. Tam, po serii świetnych zwycięstw bez straty seta nad Kaylą Day, Sakkari oraz Karoliną Muchovą, niespodziewanie przegrała z Eliną Switoliną. Prawdziwym szokiem dla kibiców okazał się jednak turniej WTA w Miami, w którym Świątek pożegnała się z rywalizacją już po porażce 1:2 z rodaczką, Magdą Linette.

Nowy trener, nowa technika

Zaskakujące potknięcie na Florydzie stało się swoistym katalizatorem zmian. Sześciokrotna triumfatorka turniejów wielkoszlemowych i była rakieta numer jeden (obecnie notowana na czwartej pozycji w rankingu WTA) zdecydowała się podjąć radykalne kroki. Jej drogi z trenerem Wimem Fissettem rozeszły się krótko po turnieju w Miami, a miejsce w boksie szkoleniowym zajął Francisco Roig. Pod okiem nowego trenera Iga postanowiła kontynuować pracę nad jednym z najbardziej newralgicznych elementów swojej gry – mechaniką serwisu. Wprawdzie pierwsze próby modyfikacji podania pojawiały się już na początku roku, ale to Hiszpan postanowił przyspieszyć ten proces.

Zgrzyty na niemieckiej mączce

Weryfikacja nowego podejścia przyszła niezwykle szybko, bo już podczas kwietniowego Porsche Tennis Grand Prix w Stuttgarcie. Był to pierwszy oficjalny występ Świątek pod skrzydłami Roiga. Początek wyglądał obiecująco, ponieważ w swoim pierwszym meczu turnieju rangi WTA 500 Polka gładko rozprawiła się z Laurą Siegemund, wygrywając 6:2, 6:3. Schody zaczęły się w ćwierćfinale. Czekała tam na nią trzecia rakieta świata, Mirra Andriejewa. Mimo dobrego wejścia w mecz i wygrania pierwszej partii, Świątek ostatecznie zeszła z kortu pokonana wynikiem 6:3, 4:6, 3:6. Gołym okiem było widać, że zmieniony ruch serwisowy nie stanowi jeszcze w pełni zaufanej broni, a w momentach presji brakuje mu regularności.

Eksperci biją na alarm

Tenisowy świat błyskawicznie wychwycił techniczne zawirowania w obozie Polki. Głos w sprawie zabrał między innymi Greg Rusedski. Były czwarty zawodnik rankingu i finalista US Open z 1997 roku w swoim najnowszym podcaście „Off Court With Greg Rusedski” nie owijał w bawełnę. Poddał w wątpliwość sens wprowadzania tak poważnych roszad technicznych w trakcie trwającego cyklu turniejowego. Brytyjczyk zauważył, że sztab wyraźnie pracuje nad rozluźnieniem nadgarstka zawodniczki, jednak obecnie cały ruch wygląda – mówiąc delikatnie – dość chaotycznie.

Rusedski zwrócił uwagę na specyfikę pracy Roiga, który ma tendencję do szybkiego ingerowania w detale techniczne u swoich podopiecznych. W przypadku Igi Hiszpan stara się przemycić drobną korektę do jej naturalnie wysokiego ułożenia łokcia podczas serwisu. Zdaniem eksperta wdrażanie tego typu detali tuż przed kluczowymi startami przypomina igranie z ogniem. Zwykle takie eksperymenty rezerwuje się na czas przerwy między sezonami. Ewentualnym wyjściem byłoby zagospodarowanie na ten cel dłuższego odpoczynku w trakcie roku. Idealnym momentem mogłyby być na przykład trzy wolne tygodnie po Wimbledonie – przy założeniu, że Świątek nie dotarłaby tam do samego końca, by bronić tytułu – co pozwoliłoby jej na spokojne zautomatyzowanie nowego ruchu przed jesienną częścią sezonu na kortach twardych.